Dziś rano mój 2letni Syn podszedł do swojej Siostry i powiedział: "Dlaczego jesteś smutna?". Spojrzałam zdziwiona na Córkę - rzeczywiście, miała smutną minę.
Ale nie zauważyłam tego, zanim mój Maluszek o tym nie powiedział. 🥺 Córka odpowiedziała, że zostawiła ważną dla siebie rzecz w szkole poprzedniego dnia i martwi sie, czy ją odnajdzie. W mojej głowie od razu pojawiły się odpowiedzi na to zmartwienie: "na pewno będzie tam, gdzie ją zostawiłaś", "pewnie Pani gdzieś to odłożyła", "nie ma czym się martwić", "przecież to nie powód do smutku", "będzie dobrze" ... A Mały D. odpowiedział na to mówiąc "Oooooo" ze zrozumieniem i przytulił Smutną N. I tak sobie chwilę trwali. A za chwilę na twarzy N. pojawił się lekki uśmiech.
Bardzo wzruszyła mnie ta scena.
I dała do myślenia.
Bo my często chcemy pocieszyć, rozweselić, umniejszać powód smutku. Mamy dobre intencje - chcemy, żeby druga osoba poczuła się lepiej. Ale czy nie jest tak, że jest nam po prostu trudno towarzyszyć smutnej osobie? Towarzyszenie w trakcie przeżywania trudnych emocji jest trudne, a ogromnie ważne. Dzięki temu smucąca się osoba w bezpiecznych warunkach może PRZEŻYĆ swoją trudną emocję, a nie ja STŁUMIĆ. To ogromna różnica.
Dzieci są niesamowicie mądre! Uczę się od nich codziennie. ❤️
