Znów witamy się z edukacją zdalną dla części uczniów. Nie jest to oczywiście rozwiązanie idealne, ale sytuacja jest jaka jest. Ja lubię doszukiwać się dobrych stron w każdej sytuacji, więc chcę się dziś skupić na pozytywach nauki zdalnej.
Znów witamy się z edukacją zdalną dla części uczniów. Nie jest to oczywiście rozwiązanie idealne, ale sytuacja jest jaka jest. Ja lubię doszukiwać się dobrych stron w każdej sytuacji, więc chcę się dziś skupić na pozytywach nauki zdalnej. Bo naprawdę są takowe. Szczególnie dla dzieci z wyższymi wymaganiami sensorycznymi:
- Dziecko nie przebywa w szkodliwym hałasie - moje dzieci bardzo sobie cenią ten aspekt w nauce zdalnej.
- Dziecko nie przebywa w tłumie, w tłoku, nie wpadają na niego niespodziewanie osoby na korytarzu.
- Dzieci nie muszą nosić ciężkich plecaków (plecak mojego syna waży 7kg! A syn waży 28kg...)
- Dziecko nie jest zmuszone siedzieć 45 minut na krześle, bez ruchu. Może wstać w trakcie lekcji od biurka, kręcić się na krześle obrotowym, zrobić kilka ćwiczeń gimnastycznych, gdy będzie tego potrzebować, jeśli ma wyższe zapotrzebowanie na bodźce przedsionkowe.
- Dziecko może chodzić po pokoju w trakcie słuchania pogadanki nauczyciela - jeśli jest kinestetykiem.
- Dziecko może w trakcie lekcji ściskać gniotka, żuć gumę, przykryć się kołderką obciażeniową, naciskać stopami na przywiązaną do nóg krzesła taśmę gumową - jeśli ma wyższe zapotrzebowanie na bodźce proprioceptywne.
- Dziecko może pstrykać długopisem, odbijać piłeczkę o podłogę czy ścianę, zgniatać folię bąbelkową - jeśli pomaga mu to zmniejszyć stres i się skoncentrować.
Tak powinna wyglądać nauka również w szkole - z uwzględnieniem potrzeb sensorycznych każdego osobno. Niestety zazwyczaj szkoła zakazuje tego, co mogłoby pomóc dziecku efektywniej przyswajać wiedzę. Niech chociaż w czasie nauki zdalnej dzieci uczą się w zgodzie ze swoimi potrzebami sensorycznymi.
