• autyzm.png
  • gora-lodowa.png
  • kiedy_do_terapeuty.jpg
  • mozg-nie-slyszy-nie.png
  • nadwr-dotyowa.png
  • zespol-aspergera.png
Emocje psa

Emocje psa

Czy wiesz, co oznacza, że pies merda ogonem i skacze na ciebie?
A co, że szczerzy kły i warczy?
Co znaczy, gdy piszczy cichutko czy podkula pod siebie ogon?

Coś mi się wydaje, że dla większości z nas te sygnały są oczywiste. Patrząc na psa niemal słyszymy, jak mówi do nas: “chcę się bawić, jestem szczęśliwy”, “ostrzegam, zaraz ugryzę”, “ boję się / tęsknię / nie chcę być sam”.
A czy gdy widzisz te sygnały to słuchasz, co mówi pies czy postanawiasz, że ma przestać tak właśnie czuć? 
Czy radosnemu pieskowi mówisz: “przestań zachowywać się jak małpa / siedź spokojnie / nie kręć się”? 
A do warczacego psa: “natychmiast się uspokój” albo robisz dalej to, co doprowadziło go do tego stanu?
A czy do wystraszonego pieska mówisz: “duże pieski nie płaczą”?
Pewnie są ludzie, którzy tak robią. Ale mam wrażenie, że zdecydowanie częściej tak właśnie odpowiadamy na stany emocjonalne dzieci niż zwierząt. Masz też takie wrażenie?
Dlaczego łatwiej czytamy sygnały wysyłane przez osobniki innego gatunku i adekwatnej na niej reagujemy niż wysyłane przez nasze własne młode? Gdzie wystąpił błąd?
Myślę sobie, że odpowiedzią jest złożoność ludzkiej psychiki i emocjonalności. Pies prezentuje jednak sporo mniej stanów emocjonalnych i łatwo się ich uczymy. 
No tak, ale zrozumiałe byłoby to, gdybyśmy zastanawiali się, dlaczego pies nie czyta naszych subtelności w stanie emocjonalnym. Skoro sam przeżywa kilka podstawowych emocji to trudno mu zrozumieć nasze, których nie czuje. Ale że człowiek nie rozumie człowieka, podczas gdy mamy taki sam potencjał emocjonalny?
No właśnie, potencjał. Problemem myślę jest to, że wielu z nas (jeśli nie większość 😬) nie wykorzystuje tego potencjału i bardzo słabo odczytuje i nazywa swoje własne stany emocjonalne. Znamy podstawowe emocje, jak strach, smutek, złość i radość i poruszamy się często tylko w obrębie nich. A przecież emocji jest dziesiątki, a każda z nich ma swoją funkcję i swój sposób reprezentacji.
Zobaczcie, że jeśli nie nauczymy się rozumieć i nazywać, co właśnie czujemy, nie będziemy w stanie empatyzować, czyli rozumieć emocji drugiego człowieka. A gdy mamy pod opieką dziecko, to właśnie dorosły jest jego regulatorem i kierownikiem w rozwoju emocjonalnym.
Bardzo często zalecam rodzicom, by nazywali stany emocjonalne dziecka. Dziecko nie wie, co czuje, a gdy zostanie to nazwane i zrozumiane okazuje się, że ta emocja już spełniła swoją rolę, przekazała daną informację, i może odpuścić. 
Tylko do tego potrzebny jest kontakt z samym sobą i swoim odczuwaniem. 
Pomyślcie nad tym! I zachęcam Was bardzo do ćwiczenia rozumienia siebie. Możesz potrzebować wsparcia specjalisty na początek, by do pewnych emocji się dokopać. Korzystaj z tego. Dla siebie, swojego dziecka i swojego otoczenia.