Patrząc na swoje własne i gabinetowe dzieci ostatnio bardzo wiele się uczę o sobie i o tym, jakie bodźce mi służą, a jakie wyczerpują moje zasoby.
Na przykład:
🔹Kilka miesięcy temu odkryłam, że ja to najbardziej lubię chodzić w dresach. Lubię od czasu do czasu bardziej się odstroić, jasne. Ale na codzień, do pracy lubię wygodny strój.
Odkąd zaopatrzylam się w takie ciuchy, które podobają mi się z wyglądu i są wygodne jak druga skóra jestem zdecydowanie mniej zmęczona i rozdrazniona w pracy.
🔹Całe życie nie wiedziałam, że lubię zimą przykrywać się polarową pościelą. Wydawało mi się, że jeśli pościel ma ładny wzór to jest to wystarczający powód, by jej używać. Co tam, że zawijanie się w śliski i zimny materiał było dla mnie dyskomfortem codziennie wieczorem. 🤦 Dopiero "wybredność" mojej córki co do materiału, z jakiego zrobiona jest pościel dała mi do myślenia.
🔹Zdarzało się wam kiedyś chodzić w swetrze, który was gryzie tylko dlatego, że dostaliście go w prezencie, więc tak wypada? 🙈 Mnie owszem...
🔹Albo chodzić z podwiniętą skarpetką w bucie, bo przecież bez sensu na środku ulicy zdejmować buta i ją poprawiać? 🙈 Każdy kilkulatek zrobi awanturę na środku ulicy, że go w bucie uwiera i natychmiast trzeba to naprawić. A my w imię nie wiadomo czego znosimy taki dyskomfort, a potem się dziwimy, że jesteśmy przemęczenie i małe rzeczy wprowadzają nas z równowagi.
Czy to, że nie lubię gryzących swetrów, śliskiej pościeli i ciasnych jeansów oznacza że mam zaburzenia integracji sensorycznej?
Czasem mam wrażenie, że odkąd integracja sensoryczna stała się popularna traktujemy każdą preferencję sensoryczną dziecka jako zaburzenie.
A nasze dzieci są naprawdę bardzo mądre. Mają taką wrodzoną intuicję, którą potem próbujemy zagłuszyć, właściwie nie wiadomo po co. Nie lubi chodzić w jeansach i rajstopach? Trzeba na terapię, żeby polubiła. Cisną go skarpetki w jego rozmiarze - pewnie nadwrazliwy. Każe odcinać wszystkie metki - coś na pewno jest nie tak!
A może po prostu dziecko wie, że jeśli może czuć się komfortowo to nie będzie niepotrzebnie przeciążać swoich zmysłów. Dla dziecka to oczywiste, że jeśli nie musi znosić dyskomfortu to nie ma potrzeby tego robić, bo to ogromny wysiłek dla układu nerwowego - ciągłe regulowanie sie.
Tak jesteśmy wyposażeni przez naturę, intuicyjnie czujemy, co jest dla nas dobre. A dzieci mają do swojej intuicji świetny dostęp.
Czy to znaczy więc, że nadwrażliwość nie istnieje? Oczywiście, że istnieje. Ale nie każde "nielubienie" czegoś oznacza nadwrażliwość sensoryczną i jest wskazaniem do terapii. Granicą między zaburzeniem a preferencją jest to, czy dana niechęć do czegoś jest na tyle uciążliwa, że przeszkadza w codziennym funkcjonowaniu i osiąganiu wyzwań przewidzianych na dany wiek rozwojowy czy też nie.
Jeśli więc twoje dziecko tak bardzo gryzie niemal każdy rodzaj odzieży, że problemem jest codzienne ubranie się do szkoły czy przedszkola i dziecko odmawia z tego powodu wychodzenia to warto się temu przyjrzeć bliżej. Albo jeśli dziecko tak bardzo nie lubi dotykać różnych faktur, że nie chce bawić się dłońmi i ćwiczyć motoryki małej, która jest potrzebna do opanowania umiejętności pisania to również może być potrzebne wsparcie. Natomiast chęć chodzenia w dresie zamiast w sukienkach już niekoniecznie.
Badzcie czujni jkao rodzice i nauczyciele i szukajcie wsparcia dla dzieci, które cierpią z powodu swojego "nielubienia" czegoś. Ale nie próbujny wszystkich wpasować w jedną ramkę. Bo pięknie się różnimy. Również sensorycznie! ❤️🩷💜💙🩵💚💛🧡
