Moja mała K. zaczyna nagle płakać.
JA: Co się stało?
K: Tęsknię za moim króliczkiem.
(Króliczek to ulubiona maskotka, która zgubiła się jakieś 3 miesiące temu.)
JA: Rozumiem, co czujesz. Bardzo lubiłaś tego króliczka, a teraz go nie ma.
K: Tak.
JA: Czujesz teraz pewnie wielki smutek, że możesz go już nie zobaczyć...
K: Tak. (zanosząc się jeszcze bardziej)
JA: Czy mogę Ci jakoś pomóc?
K: Tak, pomóż.
JA: Jak?
K: Przytul.
I tak trwałyśmy może 20 minut, może pół godziny. Jej łzy wsiąkały w moją koszulkę i moją duszę.
To była bardzo ważna chwila dla nas obu. Piękna, choć trudna lekcja. Mogłam powiedzieć: "Nie martw się, masz tyle innych maskotek". Moglam okłamać, że na pewno króliczek się jeszcze znajdzie. Mogłam odwrócić jej uwagę zabawą, bajką lub dać słodycz-pocieszacz. Ale myślę, że K. zyskała coś dużo wazniejszego niż chwilowe dobre samopoczucie: rozumienie tego, co przeżywa i umiejętność czytanie swoich emocji, kontakt ze sobą i swoimi uczuciami, zaopiekowanie rany po stracie.
Smutek powoli się oddalał. Nie odszedł na zawsze, wiem to. Co jakiś czas będzie wracał. I znów będzie wymagał zaopiekowania. Bo tęsknota za straconym czymś, co kochaliśmy, nigdy nie mija. Tylko uczymy się z nią żyć.
