Jakoś tak mam od zawsze, że - żeby coś zrozumieć i przyjąć - to muszę tego doświadczyć lub sobie to umieć wyobrazić.
Mam to "szczęście", że moje szerokie grono własnych dzieci dało mi ogrom przeróżnych doświadczeń rodzicielskich, dzieki którym lepiej rozumiem rodziców.
Drugim moim "szczęściem" jest to, że sama mam trochę trudności sensorycznych, przez co lepiej rozumiem moich podopiecznych. Nie zawsze jednak jestem w stanie wczuć się w ich sytuację. Gdy np. ktoś nie chce dotknąć piasku kinetycznego, ktory ja uwielbiam i który działa na mnie relaksująco to może pojawić się pokusa, by namawiać dziecko do dotknięcia, bo to przecież takie miłe.
Moja strategia na takie sytuacje jest taka: jeśli podopieczny obawia się jakiegoś bodźca to próbuję sobie wyobrazić, co czuje moje ciało, gdy mam przed sobą bodziec działający na ten sam zmysł, którego nie toleruję. Są to np. :
- dotyk - faktura surowego mięsa,
- układ przedsionkowy - przebywanie na dużej wysokości (przypominam sobie mój paraliż całego ciała podczas każdego spojrzenia w przepaść na Orlej Perć w Tatrach),
- wzrok - migający stroboskop na koncertach,
- sluch - skrobanie widelcem o talerz lub przebywanie dłuższy czas w pobliżu lądujacych samolotów,
- węch - przebywanie w zaniedbanej publicznej toalecie,
- smak - zjedzenie ślimaka.
Jeśli jesteś rodzicem / nauczycielem / terapeutą / opiekunem dziecka nadwrażliwego sensorycznie pomyśl o tym, co dla ciebie jest trudne. Przypomnij sobie reakcje swojego ciała na nietolerowany bodziec i niemalże ból fizyczny temu towarzyszący. I pomyśl, czy chcesz fundować to dziecku namawiając go, by nałożył paluszkiem klej na kartkę (bo co to takiego!), albo, by "tylko spróbował" danie z talerza, bo jest naprawdę dobre (czy ty byś spróbował pająka po takiej namowie?).
Oczywiście, czasem nie mamy do czynienia z nadwrażliwością, a dziecko odmawia z innego powodu. Wtedy zachęcanie może pomóc. Ale jeśli widzisz, że dziecko kuli się w sobie, na twarzy coraz bardziej rysuje się przerażenie to odpuść, proszę. Wtedy twoim zadaniem jest zaopiekowanie stresu dziecka i zapewnienie mu poczucia bezpieczeństwa, a nie egzekwowanie wykonania twojego pomysłu. Daj mu alternatywę, jak sobie może poradzić - nałożyć klej pędzelkiem, założyć słuchawki wyciszające, zatkać nos. W ten sposób uczysz dziecko niezwykle potrzebnej umiejętności na przyszłość - samoregulacji. Bo wiele nadwrażliwości zostanie z dzieckiem do dorosłości. Ważne, by umiało sobie z nimi radzić.
